Gdy teraz patrzę na moje poprzednie wpisy na tym blogu (2013/2014 rok), dochodzę do wniosku, że długą drogę przebyłem od tego czasu. Tamten teleskop dawno sprzedałem, sporo też się nauczyłem.
Kolejny krok to napęd/montaż. Jak zwykle zaczynam od tanich opcji, co w tym przypadku oznacza napęd za 2000zł. To jest właśnie dolna półka. Kolejna półka to kwota rzędu 3000-5000zł.
Do tego trzeba doliczyć teleskop, filtry, kamerę, śledzenie... astrofotografia to kosztowne hobby.
Fascynujące natomiast jest to, że wszystko to jest dzisiaj dostępne. Nie trzeba być milionerem, żeby zacząć. Inwestując konkretne kwoty można uzyskiwać obrazy podobne do tych z teleskopu Hubble.
Ważniejsze natomiast jest to czego się nauczyłem. Dowiedziałem się, czym się różni astrofotografia planetarna od DS, jakie są zalety dedykowanych kamer astro i po co chłodzenie. Dowiedziałem się, że są filtry, które kosztują więcej niż mój pierwszy teleskop (Ha - 1200zł i więcej).
W moim przypadku przeszkodą będzie 'light pollution', które można 'łatwo' zniwelować za pomocą filtrów narrow band, ale to wymaga kamery mono, która jest droga. Alternatywnie można stosować filtry dedykowane do light pollution, które dają średnie rezultaty.
Możliwości jest mnóstwo, ale wszystko wymaga napędu. Dzięki Sly Watcher Star Adventurer powinno być możliwe robienie zdjęć z czasem rzędu 30 sekund przy umiarkowanych ogniskowych (poniżej 300mm).
To kolejny ciekawy temat: powiększenie. Wydawałoby się, że im większe tym lepiej, jednak nie zawsze to prawda. W przypadku obiektów DS, są one często na tyle ogromne, że potrzebna jest mała ogniskowa. Planety natomiast - zupełnie odwrotnie - im więcej, tym lepiej, ale tam nie robi się zdjęć, tylko filmy, za pomocą szybkich kamer z małymi sensorami.
To wszystko to tak naprawdę dopiero początek drogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz